niedziela, 5 lutego 2017

HYBRYDOWA PRZYGODA Z (LOCH?) NEESS :)



Dokładnie pół roku temu podjęłam decyzję, że kapituluję, poddaję się, koniec, szlus! Kończę z myzianiem się odżywkami do paznokci. Miałam ich mnóstwo, tych tańszych i tych całkiem dobrych. Paznokcie jak były słabe. Tak są. Stwierdziłam, że „utwardzę” je hybrydą – może dłużej się będą trzymać, może nie będą się tak rozdwajać..
Najpierw chodziłam do stacjonarnego salonu, potem odezwała się do mnie „mobilna kosmetyczka”.

Nie czarujmy się. Hybryda nie utwardza paznokcia (o ja naiwna!) Dlatego też, metodą prób i błędów doszłyśmy do patentu, by pod warstwę hybrydową kłaść cieniutką warstwę żelu.. Pomysł okazał się trafiony i mogłam się cieszyć zadbanymi i dobrze zrobionymi paznokciami! Był jednak pewien szkopuł.. Nie uniknęłam wypadków, a przy słabych paznokciach – kończyły się one zawsze tak samo – odpryskiem, pęknięciem, rozwarstwieniem… I spoko – przecież to jeden paznokieć, na dziesięć. Ale….ale….ja musiałam z takim uszczerbkiem chodzić np przez kolejne dwa tygodnie – do następnej wyznaczonej daty! (bo jak się ma dobrą kosmetyczkę, to jest oblegana :)

Z tego też powodu w głowie mojej zrodził się pomysł, by rozważyć zakup zestawu do samodzielnego odpimpowywania paznokci :D

Niestety, oj niestety – standardowo, kiedy mam w planach zakup czegoś konkretnego ….zaczynam błądzić niczym kiepski kierowca we mgle :P Pytałam Was (pisząc Was mam na myśli głównie instakoleżanki ;)), przeglądałam milion stron, oglądałam nawet filmiki na YT (a oglądanie recenzji TAK mnie męczy :D) Jak już coś tam w głowie świtało – wchodziłam „na sklep”… i cena mnie waliła obuchem w łeb! I tak trwało to trochę, trwało ….




Czasami się śmieję, że ja chyba mam dziwny dar przyciągania (że niby czarownica ze mnie? :P), bo jakby na moje życzenie odezwała się do mnie marka NEESS :D Nie czarujmy się. Nie miałam bladego pojęcia, co to za firma, ani razu podczas moich poszukiwań nie natknęłam się na te produkty. Trochę przyszło mi poczekać...ale w końcu otrzymałam swój zestaw startowy! <3




Z łezką w oku i szczerym żalem – rozstałam się ze swoją hybrydzistką i wzięłam się do roboty. Mamuniuuuu….toż to był koszmar. Pierwsza aplikacja trwała 2h – dwie długie, męczące godziny… Dokupiłam żel (w razie gdyby co) i chyba to najbardziej mnie spowolniło i utrudniło sprawę. Autentycznie miałam ochotę walnąć tym w kąt i zadzwonić do Agi, by przyjęła mnie z powrotem pod swe skrzydła :)

Nie ukrywam, że i Wy jakoś specjalnie nie pomagacie :P Bo niestety oglądając Wasze dzieła - totalnie popadam deprechę ;) Dżizys! Kiedy ja osiągnę taki poziom? 



Chyba dziś moja rozpacz osiągnęła apogeum ;) Po dwudniowym sprzątaniu - moje paznokcie wyglądały jakbym prowadziła prace archeologiczne gołymi rękoma! Obraz nędzy i rozpaczy ;)
Zasiadłam "do pracy" (i praktycznie od razu zatęskniłam za moją hybrydzistką :P ) i dłubałam, dłubałam ... żele, primery, bazy ...topy.. a nawet brokatowy pyłek (czyli coś, co sroki lubią najbardziej ;)) No i coś tam wymodziłam... lecz niestety.. Sam fakt, że nie wrzucam od razu na insta zdjęcia - świadczy chyba o tym, że jak na razie dumna z siebie nie jestem ;)



Ale ... już kilka rzeczy mogę powiedzieć. Po drodze gdzieś tam wygrałam w konkursie organizowanym przez drogerię kosmetykizameryki.pl zestaw startowy z Semilac`a. Marka wszystkim znana, choć jak się okazuje - wywołująca bardzo skrajne opinie. Z jednej strony ochy i achy, a z drugiej bardzo często słyszane historie o uczuleniu na "jakiś" składnik ich produktów.  



Chociaż jeśli chodzi o same hybrydy - to mając cztery kolory (!) nie mogę za wiele powiedzieć o kryciu... to już gdzieś po drodze wyrobiłam sobie opinię i BARDZO się cieszę, że mogłam przetestować zarówno sławną markę, nową markę, jak i hybrydę no name.. (kupioną na allegro). 

W zestawie z NEESS oprócz bazy i topu - był także primer - mam wrażenie, że dzięki niemu płytka lepiej chwytała całą resztę. Przyznam, że kombinowałam na różne sposoby - używałam hybrydy z semilac, na bazie i topie z neess i na odwrót.. Wiecie co mogę powiedzieć przede wszystkim?..., że nie widziałam jakiejś wielkiej różnicy! Może to dziwnie zabrzmi, ale zawsze co do nowości - jest się z automatu sceptycznym! Że to coś "słabszego", "gorszego" ....bo mniej znanego..  Na dzień dzisiejszy nie mogę tego powiedzieć. Co więcej - choć bardzo sceptycznie podeszłam do nakładania pastelowego fioletu marki neess (bo jakoś gryzł mi się z moją bladością rąk) - to postanowiłam użyć pełnego pakietu (primer, baza, top, hybryda) jednej firmy - żeby wyrobić sobie zdanie. I byłam bardzo zaskoczona - bo przez całe dwa tygodnie, nie miałam żadnej potrzeby "poprawy" któregoś z paznokci. Wszystko wytrzymało i .... nawet przy ściąganiu widziałam, że "dobrze trzyma" :P
I oczywiście - wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale prawda jest taka, że nie mam dużego doświadczenia w robieniu hybryd. I moje zdanie kreuję na podstawie tego, co udało mi się zaobserwować w tym krótkim czasie. 
Jeśli miałabym się już do czegoś przyczepić...to mam wrażenie, że top z neess - choć dobrze się trzyma - to mało błyszczy (niedosyt sroki, taka choroba :P :))))) Poza tym wszystko super, a wybór....takie przyprawia o zawrót głowy :D (można luknąć tutaj)



O lakierze, którego kupiłam na allegro za całe 7 zł - wolę nie pisać. Totalna katastrofa. Przepiękny kolor...i tylko tyle.. pływał po płytce niczym olej na wodzie.. KOSZMAR! 

No dobra... kończę mocnym postanowieniem, że powiększę swoją kolekcję kolorów hybryd - bo ze smutkiem patrzę na całą skrzynkę lakierów (zwykłych).. Taki miałam wybór.. a teraz jedno wielkie buuuu  :((( 



Trzymajcie proszę kciuki, abym wytrwała w tej mojej samodzielnej hybrydowej batalii - nie walnęła tym wszystkim w kąt...tylko szlifowała kunszt :P ;))))) No i może i ja się kiedyś pochwalę wzorkami, sweterkami i innymi ami ami :) 

PS. Wszelkie dobre rady mile widziane! :D <3


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz