To już drugie żelazko, które przyszło mi testować. Swego czasu zachwycałam się żelazkiem ze stacją parową. Nadal uważam, że jest świetne. Miało ono tylko jedną wadę - zajmowało sporo miejsca. Niby nic takiego, a jednak w kontekście tych naszych kameralnych mieszkań. gdzie każda wolna przestrzeń na wagę złota - kwestia ta okazuje się bardzo istotna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 października 2018
ORGANIC LIFE NATURALNE KOSMETYKI - NON TOXIC, VEGAN I CRUELTY FREE
Wszyscy wszem i wobec wiedzą, że mam słabość do "nowości" w świecie kosmetyków. Nie objawia się to absolutnie tym, że znajdziecie u mnie najnowsze produkty wprowadzone aktualnie do Sephory. To raczej kwestia sięgania po kolejne produkty, mimo iż znalazłam swoich faworytów, praktycznie w każdej już kategorii.
Dlatego też, fakt że zachwycam się jakimś płynem micelarnym nie oznacza, że nie sięgnę po inny ;) Cóż, każdy ma swojego bzika ;)
Tym razem na tapecie produkty marki ORGANIC LIFE
Skąd pomysł? Ano często kiedy dzielę się z Wami opinią na temat jakiegoś produktu - to dostaję później pytania, komentarze (najczęściej na instagramie) dotyczące składu danego kosmetyku. Są one mniej lub bardziej "miłe". Często pada: "czytałaś skład? Nigdy bym sobie tego nie dała na buzię" albo "sama chemia, może i działa, ale nie warto się truć"...
I z jednej strony, dopuszczam myśl, że być może to z troski o moje zdrowie ;) moją cerę i tym podobne. Ale już tak mam, że EKOterroryzmu nie toleruję. Dla mnie forma ma znaczenie i choć wstyd się przyznać, to kiedy ktoś w średnio miły sposób próbuje mi narzucić swój "światopogląd" to... budzi się we mnie zbuntowany nastolatek i staję okoniem :))))
Ale, żeby była jasność. Jestem bardzo ciekawa wszystkiego i jak najbardziej widzę słuszność używania kosmetyków z naturalnym składem. Jeśli do tego produkowane są przez firmę, która absolutnie wyklucza testowanie na zwierzętach to naprawdę warto się pochylić nad jej produktami.
Zatem się pochyliłam. Dlaczego akurat marka ORGANIC LIFE? Ano, bo jak się okazało moja była sąsiadka "siedzi w temacie". Ma to dla mnie duże znaczenie, bo małam pewność, że szczerze mi napisze co warto, nie będzie "wciskać", narzucać .. wiecie o co chodzi. Wszystkie produkty zawsze mają interesujące opisy, ale jeśli jest ktoś, kto DORADZI i pomoże coś wybrać - to już połowa sukcesu :)
Aby poznać "przekrój" i wyrobić sobie zdanie zamówiłam:
- Serum nr 3 Nocna regeneracja.
- Fitoregulator Żółtko roślinne.
- Botaniczny balsam myjący do włosów.
- Balsam myjący do ciała.
SERUM NR 3 - NOCNA REGULACJA
Nie bez powodu zaczynam od tego produktu. Mam suchą cerę. Ale NAPRAWDĘ suchą. Poprosiłam więc, aby Karolina poleciła mi coś na ratunek. Zależało mi, aby był to produkt do stosowania na noc, bo wiedziałam, że będzie to gwarantem systematyczności. Rano nie zawsze jest czas na pielęgnację. Na odczekanie z makijażem, aż krem się wchłonie. A wieczorne rytuały bardzo sobie chwalę.
Z całej czwórki to mój zdecydowany ulubieniec. Moja skóra jest...tak, zregenerowana to dobre słowo. I nie chodzi o to, że nagle czuję super nawilżenie. Nawet bez tego odczucia, cera jest jakby jędrniejsza, rano nakładany podkład jakoś tak idealnie się wtapia. Zniknęło te nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. I z tego miejsca muszę znowu docenić rolę "znajomej", która uprzedziła mnie, że często przy przejściu na naturalne kosmetyki - skóra się "oczyszcza" - przez co mogą pojawić się niedoskonałości. I dokładnie tak było! Gdybym nie została uprzedzona - z pewnością serum odłożyłabym w kąt. A tak... wytrzymałam. Nie powiem, było to irytujące, ale dzielnie przetrzymałam te kilka dni.
Teraz jest już tylko dobrze. Wiem, że to serum, ale ma konsystencję kremu, bardzo przyjemny zapach i co najważniejsze - daje "namacalne" efekty działania.
Szczerze i bez wahania mogę Wam ten produkt polecić. Jego skład - cóż - po prostu sama natura. Nie będę kopiować - wklejam tu linka bezpośrednio do serum, dowiecie się wszystkiego. Składu, ceny i zastosowania.
FITOREGULATOR - ŻÓŁTKO ROŚLINNE
Cóż, ten produkt wywołał we mnie największą ciekawość. Że jak ŻÓŁTKO? I o co chodzi z tym fitoregulatorem? Najprościej rzecz nazywając - fitoregulator to delikatny krem, o którym można powiedzieć, że ma właściwości maści. Głównie dlatego, że ma wysokie stężenie wyciągów botanicznych (do 55%), co z kolei gwarantuje skuteczność bez uczucia ciężkości na skórze. Fitoregulatory to niezwykle aktywne produkty, które po prostu mają właściwości lecznicze.
Ten dermokosmetyk ma naprawdę szerokie zastosowanie. Podrażnienia, egzemy, łuszczyca, trądzik, owrzodzenia - to te, które wymienia producent. Jak się okazuje, zastosowań jest dużo więcej, o czym dowiedziałam się z facebookowej grupy (o niej napiszę na końcu). Sama mam problem z wyskakującą co jakiś czas "suchą plamką" pod okiem - po dwukrotnym zastosowaniu tego żółcisza - zniknęła! Obecnie stosuję na rzęsy (podobno działa bardzo odżywczo) i jako krem pod oczy :)
Koniecznie przeczytajcie o składzie tego specyfiku: Fitoregulator Żółtko roślinne
Autentycznie wydawało się, że nic mnie nie zaskoczy już - ale przyznaję! Ten produkt wywołał u mnie pozytywne zdziwienie!
Teraz pora na kolejne dwa produkty. Tym razem "butelkowe". ;)
WANILIOWY BALSAM MYJĄCY DO CIAŁA
Cóż, jeśli chodzi o wszystkie produkty do mycia ciała to w zasadzie niewiele można napisać. A przynajmniej ja mam z tym problem. Bo z reguły myć myją, ładnie lub mniej ładnie pachną, wysuszają skórę, albo i nie. I tyle.
W tym wypadku największą zaletą balsamu myjącego do ciała jest jego skład. Naturalny, chciałoby się napisać - od stóp do głów. Podobnie jak wszystkie dermokosmetyki Organic Life - żadnych parabenów, SLSów, silikonów, barwników, PEGów.. nic!
Konsystencję ma faktycznie "balsamową", czyli troszkę rzadszą aniżeli standardowy żel pod prysznic. Zapach delikatny, po umyciu ciała - nie ma uczucia ściągnięcia. W zasadzie, trudno się do czegoś przyczepić. No może cena nie jest najniższa, jeżeli chodzi produkt do mycia. Ale z drugiej strony - myślę, że dla osób, którym nie jest wszystko jedno czy używają produktów naturalnych czy nie - nie jest ceną zaporową.
Więcej tu: Balsam myjący do ciałą
BOTANICZNY BALSAM MYJĄCY DO WŁOSÓW NAWILŻAJĄCY Aqua Virtualle
Żeby nie było zbyt różowo, oczywiście nie wszystko musiało mi przypasować :( Super zapowiadający się botaniczny szampon niestety nie dał rady. I stwierdzam ze smutkiem, że nie jest to pierwszy szampon "bez chemii", jaki nie udźwignął moich włosów. Wysnułam taki wniosek, że wielokrotnie farbowane na blond włosy przerastają możliwości naturalnego szamponu. Oczywiście mam pełną świadomość, że sama jestem sobie winna. Sama torturuję te moje cienkie mysie ogonki farbowaniem i nie mogę oczekiwać, że samym myciem im pomogę.
Samego szamponu bym nie skreślała. Mój syn, który włosy ma trzy razy gęstsze niż ja - a do tego NATURALNE - stosował ten szampon i muszę przyznać, że widziałam u niego efekty, jakie chciałabym widzieć u siebie ;) Włosy miękkie, nawilżone. I z tego co zauważyłam, nie przetłuszczają się mu tak szybko jak wcześniej (rozumiecie, to nastolatek ;) ) Więcej o szamponie tu: Botaniczny balsam myjący do włosów
Generalnie i tak statystycznie wyszło pięknie. Na cztery produkty, tylko jeden okazał się być nie trafiony. Reszta okazała się świetna i nie ukrywam, że zaszczepiła we mnie ciekawość co do innych produktów tej marki. Oczywiście duży wpływ na to, ma też członkostwo na facebookowej grupie Organic Life - Pomogło!? - gdzie zwykli użytkownicy wymieniają się poglądami dotyczącymi zastosowań produktów OL, a co najbardziej działa na wyobraźnię - wrzucają też zdjęcia "przed i po" zastosowaniu poszczególnych dermokosmetyków. Serdecznie Wam polecam dołączenie do tej grupy - Organic Life - Pomogło !?
A jeśli chcielibyście kupić coś odpowiedniego dla siebie (bądź na prezent), preferujecie kontakt przez instagram - i potrzebujecie rady to piszcie śmiało do Karoliny -> Karolina
Ten wpis jest po prostu moją subiektywną oceną, nic z tego nie mam itd. Ale wiem, że sama Karolina może Was pokierować i doradzić co zrobić - by otrzymać rabat więc śmiało możecie do niej się zwrócić :)
Wszystkie produkty znajdziecie tu: SKLEP ORGANIC LIFE
Tytułem podsumowania muszę przyznać, że uświadomiłam sobie, że tak naprawdę niewiele wiedziałam na temat kosmetyków naturalnych. Byłam zaskoczona kiedy zaczęłam zagłębiać się w składy poszczególnych dermokosmetyków. O istnieniu produktów takich jak fitoregulatory też nie miałam bladego pojęcia.
Fajnie, że są POLSKIE, rodzinne firmy, które nigdy nie testowały na zwierzętach, nie stosują w swoich produktach środków degradujących środowisko (typu olej palmowy), a także ich kosmetyki są odpowiednie dla wegan i wegetarian.
Cóż więcej. Serdecznie Wam polecam. Ja z pewnością sięgnę po kolejne!
Etykiety:
crueltyfree,
fitoregulator,
kosmetyki,
naturalne,
naturalne kosmetyki,
naturalny skład,
nontoxic,
organic life,
organiclife,
pielęgnacja,
polska firma,
recenzja,
vegan,
wegańskie,
wege
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
I LOVE NIVEA - CZYLI NOWOŚCI, NOWOŚCI :)
Dzieńdoberek!
To już kolejne spotkanie z marką NIVEA. Przypuszczam, że będzie ich więcej, bo faktycznie jest w czym wybierać - co chwila wpadają mi w ręce kolejne perełki.
Etykiety:
klubrecenzentki,
kosmetyki,
mini recenzja,
nivea,
nivea soft mix,
olejek jajoba,
olejek w balsamie,
pielęgnacja,
pop ball,
przyjaciółkaNIVEA,
recenzja
niedziela, 13 maja 2018
I LOVE NIVEA - CZYLI KOLEJNE PEREŁKI W MOJEJ KOLEKCJI
Kolejne dwa produkty dołączyły do mej domowej rodziny NIVEA. Zacznę od lekkich musów do pielęgnacji ciała – ja akurat mam dwie wersje zapachowe: dzika malina i biała herbata oraz świeży ogórek i herbata matcha.
Co to za cudo? Generalnie kolejny produkt do nawilżenia suchej skóry. Czyli coś co moje przesuszone ciało lubi najbardziej ;)
Trochę sceptycznie podeszłam do formy „pianki” i ten sceptycyzm się utrzymał. Tak jak wprost uwielbiam mus do mycia ciała NIVEA, tak nie do końca podchodzi mi taka forma – jeśli chodzi o „balsam”..
Ale jest to sprawa indywidualna, bo jak widzę – wiele dziewczyn się zachwyca. Także nie do końca musicie się tym sugerować.
Co trzeba oddać tym musom? Zdecydowanie stopień nawilżenia. I choć wiele, naprawdę wiele produktów dobrze nawilża skórę to tutaj ten efekt na skórze jest wyjątkowy. Mus wchłania się całkowicie, nie zostawia praktycznie żadnej powłoki, a mimo to skóra wydaje się taka...odżywiona. Mimo, że nie błyszczy się jak po użyciu tłustego balsamu - to tak, jakby ten produkt wnikał głębiej w skórę. Bardzo przyjemne uczucie.
No i coś od czego jestem uzależniona. Ładny, delikatny i orzeźwiający zapach. Choć jestem fanką klasycznego „niveowego” zapachu – to latem (a także jak się okazuje gorącą wiosną) lubię jak skóra pachnie świeżo i soczyście :) Te zapachy nie są jakoś bardzo intensywne – co jest dobrą wiadomością dla wszystkich, którzy są wrażliwi na przesadne perfumowanie kosmetyków.
Myślę, że warto żebyście choć dla próby kupiły jeden z musów – bo to naprawdę „coś innego” :)
Czas na drugi produkt. Seria NIVEA Sun, Protect&Bronze - czyli balsam aktywujący opaleniznę z filtrem UV30. Co by nie mówić o szkodliwości opalania, każdy choć trochę muśnięty słońcem wygląda jakoś tak ...zdrowo. Przeraźliwa bladość kojarzy mi się z chorobami i nic za to nie mogę. Pod koniec zimy jest najgorzej – strach w lustro spoglądać ;)
W tym roku pogoda była dla nas życzliwa. Mamy wiosnę, która praktycznie jest cieplejsza niż niejeden letni miesiąc. Pełne słońce, wysoka temperatura. Zatem dużo wcześniej mogliśmy pożegnać pozimową bledziznę ;)
Fajnie, choć z drugiej strony łatwo narobić sobie kłopotu. Bo pewnie podobnie jak ja, w balsamy z filtrem zaopatrujecie się gdzieś koło czerwca... łatwo więc o poparzenia (nadal brzmi to dla mnie abstrakcyjnie - poparzenia w kwietniu?) Tym razem jednak - w myśl zasady, że "przezorny zawsze ubezpieczony" przed pierwszym spacerem z odsłoniętymi nogami zaaplikowałam sobie wspomniany balsam.
Czynność tę powtarzałam przed każdą ekspozycją na słońce. Jakie wnioski? Przede wszystkim - w przeciwieństwie do innych preparatów "brązujących" balsam z NIVEA nie trąci spalenizną - tym charakterystycznym, drażniącym zapachem.. Wręcz przeciwnie. Pachnie ładnie i delikatnie. Duży plus.
Co najważniejsze - uniknęłam tej paskudnej "czerwieni" na skórze - po pierwszym opalaniu. Z każdym dniem skóra robiła się delikatnie brązowa. Oczywiście nie jak po opalaniu natryskowym czy coś w tym stylu. Spokojnie. To raczej taki właśnie zdrowy delikatny brązik.
Ach, no i zapomniałabym o najważniejszym! Uwaga! Siary nie będzie, bo balsam absolutnie nie brudzi ubrań.. Co za ulga!
Bardzo fajna sprawa.. Butelka już mi się prawie kończy, ale z pewnością kupię kolejną..
sobota, 12 maja 2018
LE PETIT MASEILLAIS - ZMYSŁOWY DUET czyli dwa żele pod prysznic, które warto poznać
Na portalu dla Ambasadorek Le Petit Marseillais zarejestrowałam się już dawno. Teraz w końcu mogę pochwalić się Wam, że zostałam zaproszona do kampanii @lepetitmarseillaispl
środa, 2 maja 2018
GADŻETY (SUPER) KOBIETY - SAECO XELSIS 7580 CZYLI EKSPRES DO KAWY Z MARZEŃ
Nie wiem ile lat już zbieraliśmy się do zakupu ekspresu z prawdziwego zdarzenia.. ale zdecydowanie SPORO. Zawsze było coś nie pod drodze, inne wydatki, inne potrzeby.. W domu korzystaliśmy z ekspresu kapsułkowego, w pracy miałam całkiem dobry, ciśnieniowy (choć w wersji naprawdę podstawowej). I tak jakoś czas uciekał, a punkt honorowy listy „chcę, chcę chcę!” nadal pozostał niezrealizowany.
piątek, 27 kwietnia 2018
RECENZJA KSIĄŻKI - BEZ TABU - CZYLI "WIELKA KSIĘGA SIUSIAKÓW"
Rozmowa z koleżanką z pracy (która także ma syna, a nawet dwóch
) przypomniała mi, że kilka lat temu kupiłam dosyć kontrowersyjną (to broń Boże nie moja zdanie!) książkę edukacyjną.Pamiętam, że w internecie było dużo szumu, oburzeń i naprawdę skrajnych opinii na jej temat.
A ja chciałbym serdecznie polecić ją wszystkim chłopakom, Waszym synom.. Bo żyjemy w takich czasach, gdzie dojrzewanie, zmiany zachodzące w ciele czy temat seksu nie jest już żadnym tabu. Nasze dzieciaki śmigają po internecie, niejednokrotnie sprawniej niż my, ich rodzice. Oni i tak będą szukać odpowiedzi i wierzcie mi - na bank nie w publikacjach naukowych. A ta książka jest taka... prawdziwa. Pisana językiem współczesnym, zabarwionym humorem czyli takim, który DOCIERA do młodego buntownika

Prawda jest taka, że choć byśmy nie wiem jak wypierali fakt, że nasi synusiowie będą za chwil parę hormonalnie szalejącymi nastolatkami - to niestety...nastąpi to prędzej niż nam się wydaje. Zainteresowanie "rozmiarem", masturbacja czy pociąg do płci przeciwnej są tego nieodłącznym elementem. Czy chcemy o tym myśleć czy nie. I fajnie jeśli to my rodzice będziemy tymi, którzy podsuną wiedzę, rozwieją wątpliwości i otworzą drogę do zadawania pytań...
Ta książka bardzo sprawę ułatwia.
PS. 1 Wiem, że jest wersja dla dziewczynek, ale nie wypowiem się, bo nie miałam jej w ręku.
PS. 2 Poniżej wrzuciłam kilka zdjęć wnętrza książki - zapraszam do luknięcia.
czwartek, 26 kwietnia 2018
GADŻETY (SUPER) KOBIETY CZYLI ŚCIĄGACZKA DO OKIEN VILEDA WINDOMATIC
Sobota, sobota... sprzątanie, robota! 
Korzystając z okazji chcę Wam coś polecić. Ja, jako ja, nie z powodu jakiejś kampanii gdzie proszą mnie o to - tylko z czystej nieprzymuszonej woli
(choć w zasadzie to bez różnicy, bo i tak zawsze piszę co myślę
)
Zatem - proszę Państwa oto elektryczna ściągaczka do szyb. Zamówiona (i zachwalana) najpierw przez moją przyjaciółkę (która okna myje często - brawo Ty Pati
), a potem pożyczona nam w celu sprawdzenia co to za cudo.
Po testach - kupiliśmy i my. Okna myje się dużo szybciej, mniej bałaganu, żadnego chlapania... Zresztą nie tylko okna, my akurat mamy dużą szafę ze szklanymi drzwiami...których mycie do ulubionych nie należy.. (mazy, zacieki i inne zmory
)..
Fajny, naprawdę fajny gadżet.
Żeby była jasność - w naszym domu okna myje raczej mój małż - fizycznie ta akcja mnie przerasta... Ruchomość u mnie na wysokim poziomie
ale w kwestii gabarytów to mam spore braki 






Wiem, że na rynku jest wersja konkurencyjnego Karchera - i to z bardziej rozbudowanymi funkcjami. Absolutnie nie sugeruję, że któraś jest lepsza. Niezależnie co wybierzecie, ile zdecydujecie wydać pieniędzy - taki gadżet NAPRAWDĘ warto mieć. Mycie okien przebiega dużo, dużo szybciej. Jedyne o czym trzeba jednak pamiętać.. to planując mycie okien, trzeba też zaplanować wcześniejsze ładowanie myjki ;) Co by się i jedno i drugie w czasie zbiegło ;P
Jako, że sprzęcik ten zamówiłam na electro.pl chciałabym przy okazji napisać kilka słów na temat sklepu. Po kilku miesiącach użytkowania - wydawało się nam, że myjka się zepsuła. Zgłosiłam reklamację. Następnego dnia już otrzymałam info, że został wysłany kurier, który odbierze ode mnie wadliwy towar w celu rozpatrzenia reklamacji.
Głupio wyszło, bo okazało się, że myjka jednak była sprawna (brak ładowania wynikał z zepsutego kontaktu). Na szczęście zdążyłam z odwołaniem kuriera i w ogóle całej reklamacji. ALE do czego zmierzam. To info (myślę, że istotne) dla wszystkich tych, którzy się boją kupować sprzęt online w obawie, że w razie usterki będzie problem ze zwrotem/serwisem. Jak się okazuje... są sklepy, gdzie przebiega to sprawnie i ekspresowo. Brawo Electro.pl!

Korzystając z okazji chcę Wam coś polecić. Ja, jako ja, nie z powodu jakiejś kampanii gdzie proszą mnie o to - tylko z czystej nieprzymuszonej woli
(choć w zasadzie to bez różnicy, bo i tak zawsze piszę co myślę
)Zatem - proszę Państwa oto elektryczna ściągaczka do szyb. Zamówiona (i zachwalana) najpierw przez moją przyjaciółkę (która okna myje często - brawo Ty Pati
), a potem pożyczona nam w celu sprawdzenia co to za cudo. Po testach - kupiliśmy i my. Okna myje się dużo szybciej, mniej bałaganu, żadnego chlapania... Zresztą nie tylko okna, my akurat mamy dużą szafę ze szklanymi drzwiami...których mycie do ulubionych nie należy.. (mazy, zacieki i inne zmory
)..Fajny, naprawdę fajny gadżet.
Żeby była jasność - w naszym domu okna myje raczej mój małż - fizycznie ta akcja mnie przerasta... Ruchomość u mnie na wysokim poziomie
ale w kwestii gabarytów to mam spore braki 






Wiem, że na rynku jest wersja konkurencyjnego Karchera - i to z bardziej rozbudowanymi funkcjami. Absolutnie nie sugeruję, że któraś jest lepsza. Niezależnie co wybierzecie, ile zdecydujecie wydać pieniędzy - taki gadżet NAPRAWDĘ warto mieć. Mycie okien przebiega dużo, dużo szybciej. Jedyne o czym trzeba jednak pamiętać.. to planując mycie okien, trzeba też zaplanować wcześniejsze ładowanie myjki ;) Co by się i jedno i drugie w czasie zbiegło ;P
Jako, że sprzęcik ten zamówiłam na electro.pl chciałabym przy okazji napisać kilka słów na temat sklepu. Po kilku miesiącach użytkowania - wydawało się nam, że myjka się zepsuła. Zgłosiłam reklamację. Następnego dnia już otrzymałam info, że został wysłany kurier, który odbierze ode mnie wadliwy towar w celu rozpatrzenia reklamacji.
Głupio wyszło, bo okazało się, że myjka jednak była sprawna (brak ładowania wynikał z zepsutego kontaktu). Na szczęście zdążyłam z odwołaniem kuriera i w ogóle całej reklamacji. ALE do czego zmierzam. To info (myślę, że istotne) dla wszystkich tych, którzy się boją kupować sprzęt online w obawie, że w razie usterki będzie problem ze zwrotem/serwisem. Jak się okazuje... są sklepy, gdzie przebiega to sprawnie i ekspresowo. Brawo Electro.pl!
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































