piątek, 28 kwietnia 2017

GADŻETY (SUPER) KOBIETY CZYLI MOJA PRZYGODA Z PHILIPS LUMEA PRESTIGE



Jakiś czas temu podjęłam wyzwanie zaprzyjaźnienia się z depilatorem elektrycznym. O czym zresztą uzewnętrzniałam się TU  Od tego czasu minęło 10 miesięcy i muszę się przyznać, że nie zmieniło się kompletnie nic :P 


Nadal poza depilacją nóg (przy zaciśniętych zębach :P) nie byłam w stanie znieść pozbywania się włosków z jakiejkolwiek innej partii ciała. Bolało, cholernie bolało. Nie pomogła możliwość depilowania na mokro, idealnie wyprofilowana głowica, nic nic... Ciężko to zniosłam, bo poddawać to się nie lubię - tym bardziej, że w życiu akurat miałam tę nieprzyjemność walczyć z naprawdę ciężkim bólem... I świadomość, że pokonały mnie włoski.. hmm...jest z leksza irytująca ;) 

No ale przecież technologia idzie do przodu, a tylko nasza niewiedza jest naszym wrogiem. Okazało się, że na rynku są sprzęciory, które rozprawią się ze szczeciną na ciele ....olaboga! BEZBOLEŚNIE! 




Tak też weszłam w posiadanie lampy pulsacyjnej Philips`a Lumea Prestige. Mimo, że komukolwiek bym się nie pochwaliła - wszyscy, którzy mieli już styczność z tą lampą zachwalali ją wniebogłosy...to ja byłam raczej sceptyczna. Bo autentycznie trudno mi było uwierzyć, że jakieś tam światło pomoże mi w depilacji. Przecież to nie laser... Co więcej, trudniej mi było nastawić się pozytywnie, bo jak informowała instrukcja - efekty można dostrzec dopiero po ok 6 zabiegach (wykonywanych w dwutygodniowych odstępach).. A ja taka niecierpliwa :P




No ale.... bardzo ją chciałam. Więc, chcesz to masz. Działaj a nie marudź. Ja mam akurat model BRI956, czyli chyba ten najlepszy, bo z 4 nasadkami. Może nie będę się wdrażać w technologię działania, bo fachowo pisze o tym producent (na stronie PHILIPS) Nie chcę kopiować ich tekstu, a przetłumaczenia tego na język potoczny się nie podejmuję ;)



Co mogę powiedzieć na pewno. Banalnie prosty w użyciu sprzęt, ergonomiczny (mam małe ręce) i poręczny. Można działać z kablem bądź na akumulatorku. To wciąż jednak kwestie ... techniczne. Dla mnie najważniejszą cechą jest to, że zabiegi wykonywane tą lampą są całkowicie bezbolesne! 
Wielka rzecz i cieszy ;) 

Same sesje naświetlania wykonuję co dwa tygodnie. Szybko i bezboleśnie. "Strzelam" światłem centymetr po centymetrze skóry. Do każdej partii nakładam odpowiednią nasadkę. W sumie to wszystko. Kwestia bezpieczeństwa jest rozwiązana testem, który wykonujemy przy pierwszym użyciu. Wtedy też ustalamy natężenie światła. Aż głupio mi się to pisze, ale to cała filozofia. Autentycznie sprawa jest prosta i nie skomplikowana. 



A co z efektami? Mam za sobą 5 "zabiegów". Efekty jakie już widzę, to zdecydowanie rzadsze włoski, tak jakby "coś" je bardzo osłabiło.. Nie muszę chyba podkreślać, że najbardziej mnie cieszy owe przerzedzenie w strefie bikini i pod pachami ;) 

Aha! Co jeszcze ważne. Zasadnicza różnica pomiędzy depilatorem elektrycznym a tą lampa jest taka, że aby zastosować lampę nie musimy hodować włosków :P Możemy (a nawet należy) najpierw ogolić miejsce "depilowane".. Przy tym elektrycznym zawsze mnie denerwowało, że aby coś wyrwał, najpierw musiałam swoje "zapuścić" ;) 



Podsumowując. To jest sprzęt dla osób, które lubią dbać o siebie, ale nie ma ją czasu na regularne bieganie do kosmetyczek na depilację. Oczywiście zawsze lepiej położyć się w salonie i rzucić "zajmujcie się mną!" ;) Ale po pierwsze trzeba mieć na to czas, a po drugie też odwagę... Nie wszystkie mamy ciało, którym bez skrępowania pochwalimy się, nawet przed "profesjonalistką". Wiem, że wiele kobiet prędzej rozbierze się przed nowo poznanym facetem niż przed....inną kobietą. 
Dlatego fajnie, że są takie metody, które pozwalają na wykonywanie pewnych czynności w komfortowym, domowym zaciszu.. 
Jeśli tylko możecie pozwolić sobie na ten luksus - serdecznie polecam! 

PS. Jeśli macie ochotę to zajrzyjcie na filmik z moją opinią, który nagrałam i wrzuciłam na YT. (będąc w stresie niesamowitym ;))) RECENZJA

video
Do strzelania światłem zawsze możecie wykorzystać swoją drugą połówkę ;) :P :P 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz