piątek, 6 marca 2015

O PRACY TO POST, O PRACY! RODACY! ;)


Bez pracy nie ma kołaczy. Nie ma też ciuszków, kosmetyków i innych umilaczy życia doczesnego ;)



Skąd pomysł na tego posta?
Każdy ruch ze strony Was – Czytelników sprawia mi wiele radości :) Nie ważne czy to komentarz pod postem, mail z dziwnym pytaniem czy wiadomość na FB.. Odpowiadam na wszystkie, co akurat nie jest trudne, bo nie są to ilości „nie do przerobienia” :))))))))) Zresztą lubię kontakt z Wami :) Jako, że właśnie pada pytanie o to czy pracuję i gdzie – postanowiłam napisać kilka słów na ten temat.

Fakt, że takie pytanie padło, jest w ogóle zastanawiający.. Bo przecież... gro moich zdjęć na Insta opatrzone jest opisem „w pracy, po pracy, w drodze do pracy etc..” Może się mylę, ale chyba chodzi o to, że stereotypowo, osoba z niepełnosprawnością nie pracuje, bądź pracuje w domu (co dla wielu pracą nie jest :( nie wiedzieć czemu)...

Jednak...pisanie o tym żadną karą dla mnie nie jest :) Chętnie powspominam i opiszę Wam w skrócie (w skrócie? Hahaha kogo ja oszukuję!!) jak to się u mnie odbywa...

Pierwsza praca.


Prawdziwą etatową pracę rozpoczęłam zaraz po maturze... No dobra, raczej po ostatnich „wakacjach” :P (trza było solidnie uczcić zdanie egzaminu dojrzałości ;)))
We wrześniu poszłam na rozmowę kwalifikacyjną i dostałam pierwszą pracę jako....dyspozytorka centrali radiołączności! :D Brzmi dumnie, ale spokojnie - nie pracowałam w podziemiu, dla służb specjalnych :))))))))) Moim Pracodawcą była duża firma....taksówkarska :)
Tam nauczyłam się, że... kto ma mikrofon, ten ma władzę! :D Prawdziwa szkoła życia – ogarnięcie trzech telefonów, radia i ujarzmienie wszystkich Kierowców... ha! To było wyzwanie :) Podzielność uwagi wyszkoliłam do granic możliwości :) Naprawdę lubiłam swoją pracę, lubiłam dziewczyny z którymi przyszło mi dzielić „centralę”... no i Szefa, którego do dziś spotykam na swoim osiedlu (i są to zawsze urocze spotkania :)))))))))

Pracowałam w tej firmie trzy lata. Uwielbiałam fakt, że jestem dobra w tym co robię, że Panowie Taksówkarze zaakceptowali mój „cieniutki i brzmiący jak 10 latka głosik”, a Klienci dzwonili z pochwałami, że tak uprzejmie nikt ich nie obsługiwał nigdy :D

Były też pewnego rodzaju...utrudnienia zwiazane z pracą :) Fakt, że ją podjęłam (a co za tym idzie zaczęłam zarabiać) skłonił mnie do podjęcia studiów :D W końcu miałam czym zapłacić haha :) 
Czy składając na ostatnią chwilę papiery zastanowiłam się „jak dam radę” ?? Nie :P Kompletnie NIE!
I tak oto, pracując w systemie trzyzmianowym, ciągłym..świątki, piątki i niedziele.. zaczęłam studia zaoczne :) :) :) No teraz to mam uśmiech na twarzy, ale wtedy... masakra! Po nocce w piątek, jechałam prosto na uczelnię, po całym dniu wykładów wracałam na kolejną nockę do pracy.. Niedziela? Cały dzień na uczelni... I tak – co drugi weekend :D Efekt był taki, że zasypiałam na wykładach, niewiele kojarzyłam, okienka spędzałam zwinięta w kłębuszek na tylnym siedzeniu malucha koleżanki, odsypiając na uczelnianym parkingu :D :) :) Jak ja to przeżyłam? NIE WIEM. Ale co tam, fajnie było :P :)

Tuż przed zakończeniem studiów licencjackich, okazało się, że cóż... zostanę Mamą! :D Także, jeszcze parę miesięcy popracowałam i niestety – musiałam odejść.. Ale czego doświadczyłam – to moje!



Swoje miejsce na ziemi.


Po odchowaniu Maluszka na tyle, że mógł pójść do przedszkola – postanowiłam wrócić na rynek pracy. Jako, że moje zdrowie uległo pogorszeniu – obawialam się tego powrotu, bałam się, że nie dam rady, będę musiała zrezygnować...że zwyczajnie ZAWIODĘ..
Asekuracyjnie – zatrudniłam się w firmie, która przyjmuje do pracy osoby z orzeczoną niepełnosprawnością (pierwszy raz posłużyłam się tym dokumentem).. Szukałam miejsca, gdzie Pracodawca będzie „znał temat” :)

Firma była duża, zajmowała się usługami. Ja zatrudniona zostałam w dziale HR :) Wtedy jeszcze bardziej przez przypadek – nie był to mój świadomy wybór... Wówczas nie wiedziałam, że „branża” ta stanie się moim konikiem :)
Na korzyść działał fakt, że dział HR w tej firmie – dopiero powstał i byłam jednym z pierwszych jego pracowników. Tworzyliśmy strukturę, procedury i zespół, który obsługiwał oddziały w całej Polsce :) Taka praca „od podstaw” pozwoliła na szybki rozwój i co najważniejsze na zdobycie cennego na rynku pracy – doświadczenia :) :)
Mimo uciążliwych dojazdów (dwoma autobusami), bardzo lubiłam to co robię – kontakt z ludżmi, możliwość rozwoju (szkolenia, umożliwienie zrobienia prawo jazdy, współpraca z naprawdę ciekawymi firmami)... Temat tak bardzo mi się spodobał, że po 7 latach od „licencjata” postanowiłam zrobić „magistra” :D Syn poszedł do pierwszej klasy – mama też :D
Poszłam za ciosem i na Psychologii Zarządzania w Organizacji napisałam pracę właśnie z Zarządzania Zasobami Ludzkimi....gdzie rekrutacja to był nr 1 :)
Z firmą rozstałam się po ok 4 latach.. Sama o tym zdecydowałam. Wiele się tam zmieniło i zmiany te, kłóciły się niestety z moją „polityką sumienia” :)
Odeszłam. I naprawdę tego nie żałuję :)

Praca Dziś.


Niedługo po odejściu znalazłam pracę w innej – dużo mniejszej firmie. Oczywiście jako spec. do spraw rekrutacji :D Jakby inaczej :) Zajmowałam się głównie poszukiwaniem pracowników z niepełnosprawnością dla różnych firm :D
Za jeden z takich projektów aktywizacji osób z najwyższym stopniem niepełnosprawności zostałam uhonorowana tytułem Lady D. w kategorii Aktywność Zawodowo (chwalę się, a co :P :P )
To też zaowocowało zaangażowaniem się w pracę w Biurze Poselskim, jako asystent społeczny.. Zajęcie nie dochodowe, ale bardzo bogate w doświadczenia, jakich pewnie nigdy nie miałabym okazji być udziałem... Bardzo cenny czas w moim życiu i wielu cudownych Ludzi, których miałam zaszczyt poznać :)







Obecnie już drugi rok pracuję w innej firmie usługowej, zaczęłam także jako Specjalista ds Rekrutacji ;) Ale życie napisało swój scenariusz i pojawiła się potrzeba przejęcia całego „biura”.. Zamiast znaleźć kogoś na to miejsce – podjęłam wyzwanie i stanowisko objęłam sama :) Jak zwykle niewiele się zastanawiałam, ot, po prostu nie przyjmowałam do wiadomości, że mogę nie dać rady :)
I tak oto pracuję do dziś :) Jest co robić, często-gęsto tonę w papierach, odbieram milion pięćset telefonów...ale....czuję się potrzebna, czuję, że moja praca ma wartość...i nie wyobrażam już sobie siebie jako bezrobotnej ;)

To tak po krótce historia mojej „ścieżki zawodowej”. Sytuacja osób z niepełnosprawnością na rynku pracy jest dosyć trudna. Owszem pracodawcy zatrudniając takiego pracownika otrzymują dofinansowanie od Państwa.. Ale niestety – czasem więcej z tego problemów (dla pracownika) niż korzyści.. Jest to jednak temat długi i raczej na osobnego posta :)


Trzymajcie się ciepło, pracujcie lekko :)  


18 komentarzy:

  1. Ło jeju! Niedawno natrafiłam na kanał na Aniołnaresorach i widziałam Cię w jednym filmiku, bodajże jakieś spotkanie z Bogusią i tak po nitce do kłębka trafiłam tutaj. Oglądając Cię wtedy byłam pewna że jesteś nastolatką na studiach czy coś takiego a tu prosze :O Matka, żona i świetna pracownica czego nigdy bym się nie domyśliła! Wyglądasz bardzo, bardzo młodo i świeżo co na prawdę mnie zmyliło i wigoru i chęci do życia pozazdrościć Ci może niejedna osiemnastka :D Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi no takim pomyłkom to ja nie mam nic przeciwko ;)
      Zawsze byłam zdania, że nie metryka się liczy, tylko to na ile się człowiek człowiek czuje :)
      W sumie każdy z nas ma wybór - szukać pozytywów w życiu, czy narzekać na to co nie jest takie super jakbyśmy chcieli :) Ja wybieram to pierwsze :)
      Dzięki za miłe słowa i za to, że chciało Ci się przejść tą drogę "po nitce do kłębka", żeby mnie znaleźć :)

      Buźki!

      Usuń
  2. ja na razie na urlopie macierzynskim do pracy dopiero w pazdzierniku:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O!! Urlop macierzyński...hmm cudowny czas :) :) :)
      Idealnie jeśli można wziąć jeszcze później wychowawczy...ale wiadomo - łatwo wypaść z rynku pracy - dużo trudniej na niego wrócić :)

      Samych uroków "Mamuśkowania" życzę :))) <3

      Usuń
  3. tak czułam, że tam pracujesz po fotkach z Instagramu i połączeniu faktu, że mieszkasz w Katowicach :) moja ciocia też tam pracuje, w sumie sama rozważam wysłanie tam mojego marnego CV chociaż doświadczenia nie mam, uczę się zaocznie więc wykształcenia też jak na razie brak. nie wiem czy dostanę zaświadczenie o niepełnosprawności, szczerze wątpię, bo moja medyczna historia jest dość interesująca. serio jestem w wielkim dołku wychodzę raz na tydzień do szkoły i siedzę w domu, boję się podjąć jakąkolwiek pracę, bo na samo wspomnienie, że mam problem z chodzeniem pewnie usłyszę odmowę poza tym gdzie licealistka może pracować jedynie fizycznie, jako kasjerka czy kelnerka nie ustoję przez osiem godzin. dobra, wyrzucone bóle, idę marudzić gdzie indziej. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm obawiam się, że nie myślisz o właściwiej firmie, bo obecnie nie pracuję w Katowicach :)

      Co do pracy. Najtrudniej zacząć... Jak już znajdziesz "cokolwiek" to nagle pojawią się inne oferty i będziesz mogła zmienić na coś lepszego. Wykształcenie jest ważne. Ale naprawdę najważniejsze jest szczęście...trafić na dobre warunki i właściwych ludzi. Pamiętaj też, żeby mierzyć siły na zamiary, nawet do najlepszego stanowiska trzeba wspinać się stopniowo i zaczynać od "podstaw".. Może warto zacząć od jakiegoś stażu? Jako pomoc biurowa? Nie jestem fanką Urzędów Pracy (dla mnie to trochę Urząd-Fikcja), ale może będą Ci w stanie pomóc?
      Co do Orzecznictwa... W tej materii nie ma nic pewnego, czasem głowa pod pachą nie czyni Cię dostatecznie chorym ;)))) Ale nie nastawiaj się negatywnie. Od każdej decyzji możesz się odwołać. :) Grunt to się nie poddawać! :D

      Wszystkiego dobrego :)

      PS. Nie mam nic przeciwko marudzeniu ;)))))))

      Usuń
  4. Najważniejsze, że jesteś zadowolona ze swojej pracy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj wiecie, że ja to jestem zadowolona all the time ;) :P
      To jak nieuleczalna choroba ;) :P :P

      Buźki :D

      (faaaaaaaaajnie, że czytacie <3)

      Usuń
  5. Wow jestem pod wrażeniem twojej osoby tak ogromnej siły do życia i samorealizowania! Brawo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa! Ta siła jest w każdym z nas! Tylko trzeba to z siebie wydobyć! :)

      Tego Ci życzę
      Buziaki :*****

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Ha! Super droga kariery. Ja zaczęłam po studiach...w MOPS-ie..., potem w korporacji w pionie HR - zajmowałam się szkoleniami i szalenie to lubiłam, do czasu gdy moje macierzyństwo okazało się szczęściem dla mnie a nie dla pracodawcy... To, co robię teraz przekracza moje najśmielsze wyobrażenia i oczekiwania (trzon zasadniczy mojego wykształcenia to filozofia) - pracuję w bezpieczeństwie:) i jestem cholernie tajemniczą i groźną kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta tajemnicza to kobieta idealna! Groźna też czasem powinna być, a co! Nie tylko ciągle, kobieto - puchu marny :P :P

      Kiedyś bardzo chciałam pracować w MOPSie... wiadomo, państwówka, praca (prawie) społeczna, pomoc, misja etc... Ale nie udało się - co chyba w moim przypadku jest dobre, bo brałabym chyba całe nieszczęście tego świata na siebie... Deprecha murowana ;)

      Pozdrówka :)

      Usuń
    2. Dokładnie, praca w MOPSie dla osób wrażliwych to sprawa totalnie wycieńczająca. Ja niestety nie potrafiłam nie zabierać tego wszystkiego do domu... Moi podopieczni siedzieli ze mną przy stole, myli zęby i zasypiali- byłam bliska obłędu.

      Usuń
  8. super babka z Ciebie bardzo miło czyta się Twoje posty :) nie myślałaś może o założeniu kanału na You Tube? Pozdrawiam Cie gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń