Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 października 2016

CUDZE CHWALICIE, SWEGO NIE ZNACIE - POLSKIE MORZE - CHŁAPOWO

 


Mój zapał do realizacji przyziemnych celów jest zdecydowanie NIE do naśladowania. Mamy koniec września – wprawdzie iście letniego września – ale jednak miesiąca jesiennego.. Zaraz po powrocie z wakacji miałam plan napisać posta – na gorąco, na już! Się planowało i się zesrało :P (jeju, ja to napisałam??!!) :P 

wtorek, 29 grudnia 2015

DUŻO KRZYKU O NIC, CZYLI ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH...









Dosłownie. Ten okres TAK szybko mi minął, że pozostał jakiś niedosyt.. zatem postanowiłam przedłużyć „żywot” Bożego Narodzenia zostawiając tu notkę „ku potomności” ;) … i czytających przyjemności :)

czwartek, 15 stycznia 2015

CO MNIE PODKUSIŁO - CZYLI WSPOMNIENIA NIE GODNE SIĘ CHWALENIA ;)



Śledzący mnie na Instagramie, już wiedzą, że wczoraj farbowałam włosy :) (swoją drogą, nie ma innego bardziej "na bieżąco" miejsca, niż insta) 
Cóż to za ważne wydarzenie? Dla blondynki? No tak, co trzy tygodnie odrościki już grożą paluszkiem i trza chwytać za pędzel ;) Chleb codzienny blondyny ;) Nie narzekam. Lubię. :) 

Odkąd pamiętam farbuję włosy Garnier`em... I to koniecznie tym, z zielonej serii (przy użyciu nowej serii, głowa mnie TAK swędzi, że nie jestem w stanie tego wytrzymać).. I zawsze był to nr 113.
Kolor był piękny słoneczny... Często ktoś mnie zaczepiał i pytał czym koloryzuję włosy :) 

No ale... długotrwałe stosowanie tej farby skutkowało, że niektóre pasma....były platynowo-białe.     A że do najbardziej "opalonych" nie należę (tym bardziej zimą) - to stwierdziłam - basta! :D

Zaryzykowałam. Też Garnier, tyle, że nr 10 - z duszą na ramieniu zmywałam farbę... i uffffff... Jest ok, bardzo mi się podoba. Włosy nadal jasne, ale odcień bardziej naturalny...ciepły..

Po co to Wam piszę? Aaa bo przy tej okazji przypomniała mi się sytuacja sprzed roku ;) Wtedy, umierałam z przerażenia - dziś - zdystansowana - śmieję się sama z siebie... I tak może ku przestrodze, trochę, żeby się pośmiać przybliżę Wam moje wspomnienie tego czarnego piątku ;))))

Uwaga! Z góry zaznaczam, że zdjęcia są lekko... drastyczne ;)))))))))))))


Co mnie podkusiło... 

Dnia pewnego postanowiłam odmienić swój ulubiony blond :D Trochę zachowawczo wybrałam także swój sprawdzony Garnier... tym razem Nutrisse Creme.. odcień 111+ :D  Chciałam uzyskać trochę jaśniejszy kolor na lato... ot odświeżyć.. Efekt? Na zdjęciu poniżej... 




Ta-dam!!! Poznajcie Olę 40 lat później :D A może i 50! :P :P :P  hahahaha 
Możecie sobie tylko wyobrazić moje przerażenie... Wyglądałam jak Dumbledore z Harrego Pottera :) Koszmar... Ale to był tylko początek.. 
Biegiem ruszyłam do najbliższego sklepu... W którym z blondów był tylko Syoss kolor 9-5 Mroźny Blond... (gdzie ja miałam głowę? kolejny zimny, biały kolor... !!).
Cóż. Moja przyjaciółka nałożyła farbę ... czekam, czekam... jedyny efekt.. - końcówki włosów zrobiły się ZIELONE! :) Reszta bez zmian (na zdjęcie nie miałam już nerwów) ;))))))

Cóż - po konsultacji telefonicznej z koleżanką fryzjerką ustaliłam, że włosy trzeba przyciemnić. Znacznie. 
Umówiłam się na dzień następny, pojechałam do Auchan po farbę (ile bym wtedy dała za czapkę!!)   i miałam czekać.. 

Hmm... no ale jak to bywa w takich historiach - cierpliwości ci u mnie był zanik totalny... Wysznupałam połówkę mojej ulubionej farby i...sama z samego rana sobie nałożyłam.. W końcu to "mój" kolor. Co się może stać... Ano... Chyba nie uważałam na plastyce w szkole... Zielony (a taki miały odcień moje włosy) plus blond (żółty) daje... ? Bingo! Niebieski.
Poniżej foto dla ludzi o mocnych nerwach ;)))))))))))))




Yyyy, chyba nie muszę komentować... O ja głupia! O ja głupia!... :)))))))))))) 
Tym razem poczekałam na mojego zbawcę - koleżankę fryzjerkę, która uratowała mnie z opresji...   Z tym, że... znana Wam blondynka - przestała być blondynką... ;))))))))))


Tak oto - w dwa dni, zaaplikowałam sobie cztery farby :) Cud, że włosy zostały na swoim miejscu. Słyszałam różne opinie - wiele z nich było takich - że brąz też mi pasuje... Ale... z ciemnymi włosami czułam się ... smutno ;) Dziwne, nie? Ale prawdziwe.. Wstawałam rano i widziałam ciemną plamę - zamiast słoneczka ;)))) 

Stopniowo, sukcesywnie, za pomocą cieniutkich pasemek wracałam do mojego ukochanego blondu.. Kolor włosów może być ukochany? Może. Jeśli powoduje, że czuje się dobrze patrząc w lustro - to tak! :) 

Przez całe te dramatyczne dwa dni (każda kobieta mnie rozumie - włosy to podstawa!), w głowie dźwięczało mi w kółko "co mnie podkusiło, co mnie podkusiło!?" 

Teraz już wiecie dlaczego zmiana odcienia farby, to dla mnie tak wielkie "halo!" :) 
Bo.....różnie może się skończyć ;)))


Trzymajcie się :)