Mój zapał do
realizacji przyziemnych celów jest zdecydowanie NIE do naśladowania.
Mamy koniec września – wprawdzie iście letniego września – ale
jednak miesiąca jesiennego.. Zaraz po powrocie z wakacji miałam
plan napisać posta – na gorąco, na już! Się planowało i się
zesrało :P (jeju, ja to napisałam??!!) :P
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 6 października 2016
wtorek, 29 grudnia 2015
DUŻO KRZYKU O NIC, CZYLI ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH...
Dosłownie.
Ten okres TAK szybko mi minął, że pozostał jakiś niedosyt.. zatem postanowiłam
przedłużyć „żywot” Bożego Narodzenia zostawiając tu notkę „ku potomności” ;) …
i czytających przyjemności :)
Etykiety:
boże narodzenie,
choinka,
christmas,
lifestyle,
moje życie,
o mnie,
podsumowanie,
prezenty,
rodzina,
styl życia,
sweetcheekalexa,
święta,
true life,
wspominam,
wspomnienia
środa, 30 września 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
niedziela, 26 lipca 2015
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
piątek, 6 marca 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
CO MNIE PODKUSIŁO - CZYLI WSPOMNIENIA NIE GODNE SIĘ CHWALENIA ;)
Śledzący mnie na Instagramie, już wiedzą, że wczoraj farbowałam włosy :) (swoją drogą, nie ma innego bardziej "na bieżąco" miejsca, niż insta)
Cóż to za ważne wydarzenie? Dla blondynki? No tak, co trzy tygodnie odrościki już grożą paluszkiem i trza chwytać za pędzel ;) Chleb codzienny blondyny ;) Nie narzekam. Lubię. :)
Odkąd pamiętam farbuję włosy Garnier`em... I to koniecznie tym, z zielonej serii (przy użyciu nowej serii, głowa mnie TAK swędzi, że nie jestem w stanie tego wytrzymać).. I zawsze był to nr 113.
Kolor był piękny słoneczny... Często ktoś mnie zaczepiał i pytał czym koloryzuję włosy :)
No ale... długotrwałe stosowanie tej farby skutkowało, że niektóre pasma....były platynowo-białe. A że do najbardziej "opalonych" nie należę (tym bardziej zimą) - to stwierdziłam - basta! :D
Zaryzykowałam. Też Garnier, tyle, że nr 10 - z duszą na ramieniu zmywałam farbę... i uffffff... Jest ok, bardzo mi się podoba. Włosy nadal jasne, ale odcień bardziej naturalny...ciepły..
Po co to Wam piszę? Aaa bo przy tej okazji przypomniała mi się sytuacja sprzed roku ;) Wtedy, umierałam z przerażenia - dziś - zdystansowana - śmieję się sama z siebie... I tak może ku przestrodze, trochę, żeby się pośmiać przybliżę Wam moje wspomnienie tego czarnego piątku ;))))
Uwaga! Z góry zaznaczam, że zdjęcia są lekko... drastyczne ;)))))))))))))
Co mnie podkusiło...
Dnia pewnego postanowiłam odmienić swój ulubiony blond :D Trochę zachowawczo wybrałam także swój sprawdzony Garnier... tym razem Nutrisse Creme.. odcień 111+ :D Chciałam uzyskać trochę jaśniejszy kolor na lato... ot odświeżyć.. Efekt? Na zdjęciu poniżej...
Ta-dam!!! Poznajcie Olę 40 lat później :D A może i 50! :P :P :P hahahaha
Możecie sobie tylko wyobrazić moje przerażenie... Wyglądałam jak Dumbledore z Harrego Pottera :) Koszmar... Ale to był tylko początek..
Biegiem ruszyłam do najbliższego sklepu... W którym z blondów był tylko Syoss kolor 9-5 Mroźny Blond... (gdzie ja miałam głowę? kolejny zimny, biały kolor... !!).
Cóż. Moja przyjaciółka nałożyła farbę ... czekam, czekam... jedyny efekt.. - końcówki włosów zrobiły się ZIELONE! :) Reszta bez zmian (na zdjęcie nie miałam już nerwów) ;))))))
Cóż - po konsultacji telefonicznej z koleżanką fryzjerką ustaliłam, że włosy trzeba przyciemnić. Znacznie.
Umówiłam się na dzień następny, pojechałam do Auchan po farbę (ile bym wtedy dała za czapkę!!) i miałam czekać..
Hmm... no ale jak to bywa w takich historiach - cierpliwości ci u mnie był zanik totalny... Wysznupałam połówkę mojej ulubionej farby i...sama z samego rana sobie nałożyłam.. W końcu to "mój" kolor. Co się może stać... Ano... Chyba nie uważałam na plastyce w szkole... Zielony (a taki miały odcień moje włosy) plus blond (żółty) daje... ? Bingo! Niebieski.
Poniżej foto dla ludzi o mocnych nerwach ;)))))))))))))
Yyyy, chyba nie muszę komentować... O ja głupia! O ja głupia!... :))))))))))))
Tym razem poczekałam na mojego zbawcę - koleżankę fryzjerkę, która uratowała mnie z opresji... Z tym, że... znana Wam blondynka - przestała być blondynką... ;))))))))))
Tak oto - w dwa dni, zaaplikowałam sobie cztery farby :) Cud, że włosy zostały na swoim miejscu. Słyszałam różne opinie - wiele z nich było takich - że brąz też mi pasuje... Ale... z ciemnymi włosami czułam się ... smutno ;) Dziwne, nie? Ale prawdziwe.. Wstawałam rano i widziałam ciemną plamę - zamiast słoneczka ;))))
Stopniowo, sukcesywnie, za pomocą cieniutkich pasemek wracałam do mojego ukochanego blondu.. Kolor włosów może być ukochany? Może. Jeśli powoduje, że czuje się dobrze patrząc w lustro - to tak! :)
Przez całe te dramatyczne dwa dni (każda kobieta mnie rozumie - włosy to podstawa!), w głowie dźwięczało mi w kółko "co mnie podkusiło, co mnie podkusiło!?"
Teraz już wiecie dlaczego zmiana odcienia farby, to dla mnie tak wielkie "halo!" :)
Bo.....różnie może się skończyć ;)))
Trzymajcie się :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





